Głośno płakać (κλαίω klaiō)

Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim. (Łk 19:41)

Kαὶ ὡς ἤγγισεν ἰδὼν τὴν πόλιν ἔκλαυσεν ἐπ᾽ αὐτήν.

W jednym ze swych monodramów Adam Hanuszkiewicz opowiadał historię ze swego dzieciństwa. Jedną z opowieści było to, jak podczas bombardowania Lwowa schował się wraz ze swym ojcem w miejskiej bramie. Okazało się, że był tam z nimi także nieznajomy mężczyzna. Mimo huku bomb, ojciec słynnego reżysera zainicjował rozmowę od słów: Góra dwa tygodnie i po wojnie. Słysząc to nieznajomy stwierdził: Jakie dwa tygodnie? Minimum sześć lat. Po czym po kolei przedstawił działania jakie będą potrzebne do zwycięstwa. Okazało się, że ten obcy człowiek był oficerem ze sztabu lwowskiego. Można się zapytać: Jaki to ma związek z dzisiejszą Ewangelią? Otóż może mieć większy niż przypuszczamy. św. Łukasz nie pozostawia nam złudzeń. ἰδὼν τὴν πόλιν ἔκλαυσεν ἐπ’ αὐτήν – widząc miasto zapłakał nad nim. św. Hieronim znalazł w swym tłumaczeniu drogę pośrednią używając słowa flevit (zapłakał), chociaż bardziej mogłoby pasować plorare (głośno płakać), które jest bliższe łukaszowemu κλαίω. O ile δακρύω znaczy otrzeć łzę, o tyle spotykane w dzisiejszej perykopie κλαίω zakłada głośny płacz i westchnienie. Jezus wraz z Apostołami zmierza na Święta, czyli czas radosny, a jednak Dominus flevit. Chrystus jest ewangelicznym realistą, a nie kwiecistym optymistą. Bóg, który ma być odrzucony pośród pobożnych ofiar i modlitw, odczuwa smutek, bo ludzie nie poznali czasu nawiedzenia. Jak widać Ten, który nas stworzył, pozwala nam brać konsekwencje naszych czynów, nie tłumacząc, że nic się nie stało, i że przecież jest miłosierny. Doceńmy dar wolnej woli, która jest nam dana, by móc z Duchem Świętym podjąć świętą współpracę.

Źródło: pixabay.com

Komentarz