Własny (ἴδιος idios)

W książce Kazimierza Sejdy “C.K. dezerterzy” główny bohater wypowiada do jednej z postaci takie słowa: Mam to na uwadze, że przy każdej inspekcji zwykle generał wywołuje największego bałwana. Tak to już jest, że taki idiota zwróci na siebie uwagę najprędzej. Nie chciałbym więc narazić pana dowódcę kompanii i pana, panie feldfebel, na kompromitację! Spostrzeżenie frajtera Stefana Kani zdaje się być wciąż aktualne. Jezus w dzisiejszej Ewangelii czyni zarzut, że ludzie nie uwierzyli w Jego posłannictwo. Gdyby jednak zjawił się ktoś, kto przychodzi w swoim (ἴδιος) imieniu, to by zyskał akceptację. Trudno odmówić słuszności słowom Chrystusa. W końcu, jeśli ktoś jest dla siebie ostatecznym punktem odniesienia, to co stoi na przeszkodzie, żeby, na przykład, zmienił zdanie w zależności od sprzyjających okoliczności. Zdarza się czasami, że w życiu religijnym stajemy się tymi, którzy chcą kształtować Boga, zamiast odkrywać Jego działanie w świecie. Wówczas defiladowym krokiem wykraczamy w nurt mimetyczno-ofiarniczy, o którym pisał Renè Girard i tylko patrzeć, jak znajdę kozła ofiarnego. Zanim więc powiem, że Bóg powinien, albo Kościół powinien, to może warto się zreflektować, że od reformatora, do idioty jest bliżej, niż się wydaje.

Źródło:pixabay.com

Komentarz