Rozciąć na dwa (διχοτομέω dichotomeó)

To nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go rozciąć na dwoje i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. (Łk 12,46)

ἥξει ὁ κύριος τοῦ δούλου ἐκείνου ἐν ἡµέρᾳ ᾗ οὐ προσδοκᾷ καὶ ἐν ὥρᾳ ᾗ οὐ γινώσκει, καὶ διχοτοµήσει αὐτὸν καὶ τὸ µέρος αὐτοῦ µετὰ τῶν ἀπίστων θήσει.

Na blogu było już kiedyś wspominane „kwadratowe”, czyli ograniczone myślenie/patrzenie (por. https://jednoslowo.com/2021/08/11/twoj-brat/). Dziś ten motyw powraca w osobie złego sługi (doulos). Pierwszy rządca niewolnik wydaje to, co jest potrzebne sługom swego Pana w odpowiednim czasie. Następnie Nauczyciel przedstawia prawdopodobną sytuację (o, zgrozo, niestety spotykaną) rządcy niewolnika wykorzystującego swoje stanowisko, zachowującego się tak, jakby zupełnie nie liczył się z wolą właściciela majątku, jakby sam był panem domu i służby. Takie bezmyślne, bez świadomości konsekwencji zachowanie ma swój kres. Przychodzi on o nieznanej godzinie, by można było przyłapać sługę na gorącym uczynku. Karą ma być rozcięcie na dwoje i posadzenie sługi z podobnymi do niego. Słówko dichotomeo (jak komentuje św. Hieronim) nie oznacza dosłownie rozcięcia człowieka przy użyciu miecza, ale oddzielenie go od wspólnoty wierzących (por. 1 Kor 5, 5). Opowieść kończy sentencja, że każde zachowanie pociąga za sobą konsekwencje.

Lampa (λύχνος lychnos)

Niech będą wasze biodra przepasane i lampy płonące. (Łk 12,35)

Ἔστωσαν ὑμῶν αἱ ὀσφύες περιεζωσμέναι καὶ οἱ λύχνοι καιόμενοι·

W dobie pełnej elektryfikacji, w blasku neonów, ledów, halogenów, wciąż budzi zachwyt płomień zwykłej świecy lub lampki oliwnej. Jej naturalny i ciepły blask opromienia twarze domowników, odbija się w źrenicach. Postawiona na świeczniku świeci wszystkim wchodzącym. Pozwala przedłużać godziny czuwania, podtrzymuje ducha służby i wdzięczności. Dlatego Kościół w liturgii na ołtarzu zapala naturalne światło, które przypomina i wskazuje na Oblubieńca, który Sam staje się naszym Sługą i Chlebem. Niech płonie w nas światło modlitwy, pragnienia, czuwania.

Wyznaczyć (ἀναδείκνυμι anadeiknymi)

Po tym wyznaczył Pan innych, siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed obliczem Jego do wszystkich miast i miejsc, do których miał sam przyjść. (Łk 10,1)

Μετὰ δὲ ταῦτα ἀνέδειξεν ὁ κύριος ἑτέρους ἑβδομήκοντα δύο καὶ ἀπέστειλεν αὐτοὺς ἀνὰ δύο δύο πρὸ προσώπου αὐτοῦ εἰς πᾶσαν πόλιν καὶ τόπον οὗ ἤμελλεν αὐτὸς ἔρχεσθαι.

Pan Jezus rozszerza swój wybór. Wcześniej wybrał Dwunastu spośród grona uczniów. Teraz wyznacza 72 i czyni ich żniwiarzami. Posyła ich po dwóch, aby nieśli Jego obecność między sobą, aby byli znakiem miłości wzajemnej, aby byli w przyjaźni, która jest wielkim dobrem dla Kościoła.

Sam akt wyznaczenia wiąże się nie tylko z nadaniem zadania, ale przede wszystkim z zaproszeniem do wejścia w pragnienia Jezusa. A one są wielkie. Świadczy o tym Jego zamiar odwiedzenia wszystkich miast i miejsc.

Dziś mnie wprowadza w Swoje pragnienia, abym wniósł Ewangelię w każde spotkanie, zadanie, miejsce, które mają się wydarzyć.

Sługa (עֶבֶד ʽebed)

Kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie sługą waszym. (Mk 10,45)

Sługa (עֶבֶד ʽebed) – rzeczownik ten pochodzi od tego samego rdzenia ‘bd co czasownik służyć (עָבַד ābad), o którym mówiliśmy kilka tygodni temu, przy okazji XXI niedzieli zwykłej, i do którego odsyłam. Termin ten oznacza kogoś, kto jest podporządkowany komuś drugiemu. Podporządkowanie przejawia się na różne sposoby, dlatego rzeczownik ten, podobnie jak i czasownik, posiada różne znaczenia: sługa, niewolnik, poddany, funkcjonariusz, wasal, „służący” czyli adorujący jakieś bóstwo. ʽebed jest więc słowem dynamicznym, mówiącym o relacji, dlatego następujący po nim rzeczownik mówi o tym, jakiemu panu ʽebed się poddał. W niektórych przypadkach słowo ʽebed stało się stereotypem na wyrażenie poddaństwa: poddany wobec króla, wasal w relacji do swego pana, itd. Osoby, które są w relacji zależności od swego pana, zwracając się do niego mówią o sobie עַבְדְּךָ (‘abde), to znaczy „twój sługa”. Także w kontekście religijnym w Biblii, zwłaszcza w Psalmach, autor używa tego terminu w definiowaniu samego siebie jako kogoś, kto zależy od Boga: dla przykładu, w Wj 4,10, Mojżesz zwraca się do Boga mówiąc o sobie ‘abde, podobnie Samuel odpowiada na wołanie Boga mów, Panie, bo sługa twój (‘abdekā) słucha, itd.

Podobnie jak czasownik służyć (ābad) może oznaczać kogoś, kto służy Bogu, czyli adoruje Boga, tak też rzeczownik ʽebed może występować w powiązaniu z YHWH. Stąd w Biblii hebrajskiej niektóre osoby noszą tytuł sługi Pana – ʽebed YHWH (nigdy jednak w odniesieniu do bóstwa pogańskiego, żeby powiedzieć, że ktoś jest sługą bożka Baala, używa się formy imiesłowu – służący Baalowi). Sługą YHWH nazwany jest Abraham, Izaak, Jakub, Mojżesz, Kaleb, Jozue, Dawid, Eliakim, Ezechia i Zorobabele, ale w przypadku każdego z nich tytuł ten wskazuje na inne okoliczności, dla których są tak nazywani.

W Księdze proroka Izajasza, natomiast, znajdujemy cztery poematy, nazywane pieśniami Sługi YHWH (Iz 42; 49; 50; 52-53). Kim jest ten ʽebed YHWH – Sługa Pana? O jego tożsamości do dzisiaj dyskutują uczeni, same zaś pieśni ukazują go jako kogoś, kto gromadzi swój lud, jest światłością dla narodów a poprzez swoją śmierć dokonuje ekspiacji za grzechy ludu i na koniec zostaje wywyższony i uwielbiony przez Boga. Z pieśni tych wyraźnie wynika, że ów Sługa YHWH jest pośrednikiem przyszłego zbawienia, dlatego część tradycji żydowskiej nadała tym pieśniom interpretację mesjańską, pomijając jednak cały aspekt zawartego w pieśniach cierpienia Sługi YHWH.

Pan Jezus, natomiast, wręcz przeciwnie, utożsamia Siebie i Swoją misję właśnie z cierpiącym Sługą YHWH, dlatego na prośbę uczniów o to, aby mogli razem z Nim sprawować władzę w Jego królestwie odpowiada, że przyszedł On nie po to, aby Mu służono, lecz żeby służyć i oddać Swoje życie na okup za wielu (Mk 10,45).

Przyznać się (ὁμολογέω homologeō)

A powiadam wam: Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych. (Łk 12,8)

Λέγω δὲ ὑμῖν, πᾶς ὃς ἂν ὁμολογήσῃ ἐν ἐμοὶ ἔμπροσθεν τῶν ἀνθρώπων, καὶ ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ὁμολογήσει ἐν αὐτῷ ἔμπροσθεν τῶν ἀγγέλων τοῦ θεοῦ·

Czasownik ὁμολογέω ma następujące znaczenia: wyznawać, przyznawać, uznawać, pochwalać.

Jeśli człowiek wstydzi się przyznać do Boga, to nie oznacza, że z Bogiem jest coś nie tak, ale może z człowiekiem. To nie Bóg szwankuje, ale człowiek i jego poznanie Boga. Na przykład osoby niewierzące ewidentnie nie przyznają się do Boga. Mówią, że Go nie ma. Mają rację. Ja też bym się nie przyznał do Boga, którego nie ma. Ich wyobrażenia Boga również i mnie by mierziły. Dlatego, aby zapewnić sobie uznanie u Jezusa i aniołów, trzeba uczciwie popracować nad poznaniem prawdziwego Oblicza Boga i codziennie z wytrwałością przyglądać się Jego twarzy.

Przed (ἐνώπιον enopion)

Czyż pięciu wróbli nie sprzedają za dwa asy? A jeden z nich nie jest zapomniany przed Bogiem. (Łk 12,6)

οὐχὶ πέντε στρουθία ⸀πωλοῦνται ἀσσαρίων δύο; καὶ ἓν ἐξ αὐτῶν οὐκ ἔστιν ἐπιλελησμένον ἐνώπιον τοῦ θεοῦ.

Powyższy zaimek powstał poprzez złożenie przyimka ἐν en („w”) oraz czasownika ὀπτάνομαι optanomai („patrzeć, oglądać”). Ktoś, kto jest przed Bogiem, jest w Jego spojrzeniu, uwadze, trosce. Mowa jest najpierw o wróblach, o stworzeniu. Bóg troszczy się o ptaki niebieskie, zatem o ileż bardziej o nas. Nic nie uchodzi Jego ojcowskiej uwadze.

Latać nie umiem, ale będę dziś chodził w obecności Pana, przed Jego Obliczem we mnie.

Dawać dziesięcinę (ἀποδεκατόω apodekatoo)

Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać. (Łk 11,42)

ἀλλὰ οὐαὶ ὑµῖν τοῖς Φαρισαίοις, ὅτι ἀποδεκατοῦτε τὸ ἡδύοσµον καὶ τὸ πήγανον καὶ πᾶν λάχανον, καὶ παρέρχεσθε τὴν κρίσιν καὶ τὴν ἀγάπην τοῦ θεοῦ· ταῦτα δὲ ἔδει ποιῆσαι κἀκεῖνα µὴ παρεῖναι.

Kolejny raz ujawnia się prawne podejście do życia ze strony faryzeuszów, w zupełnym oderwaniu od osoby (tak samo od Boga). Bogu wcale nie chodzi o moje rzeczy, o moje pieniądze, i nie chodzi o to, że mam Mu coś dać. Bo On jest Dawcą wszelkiego dobra. Jak zwykle chodzi o uczynienie daru z tego, co posiadam. Mogę nad różnymi rzeczami pracować, ale to Bóg daje wzrost. Kiedy czynię jakiś dar od siebie (albo nawet z siebie), to tak naprawdę uznaję w Bogu pierwszego Dawcę i mój dar jest odpowiedzią na to, co już sam otrzymałem. Dziesięcina (czy jakikolwiek dar) jest podziękowaniem Bogu za to, co mam od Niego.

Wewnątrz (ἔσωθεν esōthen)

Nierozumni, czyż Ten, który uczynił to, co zewnętrzne, nie uczynił tego, co wewnątrz? (Łk 11,40)

ἄφρονες, οὐχ ὁ ποιήσας τὸ ἔξωθεν καὶ τὸ ἔσωθεν ἐποίησεν;

Dzieła Boże nie mają braku, są kompletne. Mają swoją warstwę widzialną i wewnętrzny sens, cel. Tak jest ze wszystkim, co nas otacza, począwszy od kropli wody, aż po samego człowieka. To „wnętrze” nadaje pełną wartość postrzeganych rzeczy. Odsłania prawdziwe znaczenie w hierarchii wartości.

Bóg obdarzył nas intelektem, (łac. intelectus – intus legere tzn. wewnątrz czytać), aby odkrywać te Boskie skarby: piękno, dobro, błogosławieństwo itd. Dlatego dziś Pan Jezus napomina: „O nierozumni…”! Inaczej mówiąc, „używajcie myślenia”, gdy patrzycie na świat, na ludzi, na siebie. Wszystko ma swoje „wewnątrz”.

Nawoływanie (κήρυγμα kērygma)

Mężowie Niniwy powstaną na sądzie nad pokoleniem tym i osądzą je, gdyż nawrócili się w nawoływaniu Jonasza, a oto większe od Jonasza tutaj. (Łk 11,32)

ἄνδρες Νινευῖται ἀναστήσονται ἐν τῇ κρίσει μετὰ τῆς γενεᾶς ταύτης καὶ κατακρινοῦσιν αὐτήν· ὅτι μετενόησαν εἰς τὸ κήρυγμα Ἰωνᾶ, καὶ ἰδοὺ πλεῖον Ἰωνᾶ ὧδε.

Jonasz miał swoje problemy z przyjęciem misji proroka, a jednak stał się ostatecznie znakiem. Poszedł do Niniwy nie z własnym pomysłem, nie z wymyśloną przez siebie strategią duszpasterską. Nie miał programu „misji parafialnych” i kolejnych kursów „Alfa”. Miał „tylko” Słowo Boga wzywające do nawrócenia. Ono przemienia ludzkie serca. Trzy dni budziło Niniwitów do nowego życia.

Tu i teraz jest większy od Jonasza. W tych ostatecznych czasach Bóg przemówił do nas przez Syna. (zob. Hbr 1, 1-2)

Mądrość (חָכְמָה ḥoḵmāh)

…odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. (Mk 10,22)

Mądrość (חָכְמָה ḥoḵmāh) od rdzenia hkm, jest w języku hebrajskim najbardziej charakterystycznym terminem na określenie mądrości (po grecku σοφία – sophia). Podstawowe znaczenie tego słowa odnosi się do umiejętności, na przykład technicznych, rękodzielniczych (Wj 28,3; Jr 10,9), albo też jakiejkolwiek innej aktywności wykonywanej ze szczególną sprawnością. W polityce może oznaczać ono szczególnie uzdolnionego zarządcę (2 Sam 20,22), króla umiejącego sprawować rządy, ale też osobę, która umiejętnie potrafi odnaleźć się w danej sytuacji.

Hokmâh biblijna oznacza też mądrość rozumianą jako zdolność kształtowania własnego życia, ponieważ w sensie biblijnym mądrość zawsze związana jest z życiem. Mędrcem jest więc ten, kto nauczył się żyć, umie się zachować jak należy: potrafi mówić i czynić dobrze, posiada duże doświadczenie życiowe i zinterioryzował wskazówki Tory (Prz 22,29; 24,32). Chodzi więc o całokształt wychowania człowieka, zarówno w aspekcie etycznym, jak i religijnym. Mędrcem jest więc na przykład człowiek, który boi się Pana (Prz 1,7; 9,9), to znaczy zawierza Mu i od Niego uzależnia swoje życie i działanie. Pierwszym mędrcem jest sam Pan Bóg i to On obdarza człowieka mądrością.

Słowo ḥoḵmāh pojawia się często z innymi wyrazami związanymi z mądrością: daʽat poznanie; bînah inteligencja; czy też mûsar – edukacja, formacja. Przeciwieństwem mędrca nie jest grzesznik, ale głupiec. Stąd grzesznik jest głupcem. Mądrość jest więc głębokim poznaniem rzeczywistości i umiejętnością rozeznania i dokonywania mądrych, słusznych wyborów.

W dzisiejszym Psalmie (Ps 90,12) z Liturgii Słowa psalmista prosi Pana naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądrość serca (לְבַ֣ב חָכְמָֽה), dosłownie serce mądrości, natomiast w pierwszym Czytaniu autor wyznaje, że modlił się i dano mu zrozumienie, przyzywał i przyszedł mu z pomocą duch Mądrości – πνεῦμα σοφίας (Mdr 7,7), dlatego umiał on przyznać mądrości większą wartość, aniżeli władzy i bogactwu, w przeciwieństwie do ewangelicznego bogacza, który nie potrafił dokonać słusznego wyboru, ponieważ będąc zapatrzonym w swoje bogactwo, nie rozpoznał w przenikliwym spojrzeniu Jezusa bezcennej miłości Boga.