(…) bo nie wchodzi do jego serca, ale do żołądka, i wydala w latrynie – [Jezus to powiedział] oczyszczając wszystkie potrawy. (Mk 7,19)
ὅτι οὐκ εἰσπορεύεται αὐτοῦ εἰς τὴν καρδίαν ἀλλ’ εἰς τὴν κοιλίαν, καὶ εἰς τὸν ἀφεδρῶνα ἐκπορεύεται; – καθαρίζων πάντα τὰ ßρώµατα.
Nie jest tak, że grzech przychodzi z zewnątrz i jestem wobec niego bezwolnym przedmiotem: „coś mnie podkusiło”, albo „diabeł mnie namówił”, „zdenerwował mnie, i tak powiedziałem/zrobiłem”, „tak się życie ułożyło”. Najbardziej chyba znane: „wąż mnie zwiódł i zjadłam”, oraz „kobieta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc i zjadłem”.
Grzech zaczyna się w sercu, i to tam człowiek podejmuje decyzję, że coś zrobi/pomyśli. To, czym „karmisz” serce (co czytasz, oglądasz, słyszysz), później wpływa na to, co z niego wychodzi.
