I powstawszy poszedł ku ojcu swojemu. Jeszcze zaś on, gdy był daleko oddalony, zobaczył go ojciec jego i wzruszył się w głębi siebie, i pobiegłszy rzucił mu się na szyję, i obcałował go. (Łk 15,20)
καὶ ἀναστὰς ἦλθεν πρὸς τὸν πατέρα ἑαυτοῦ. Ἔτι δὲ αὐτοῦ μακρὰν ἀπέχοντος εἶδεν αὐτὸν ὁ πατὴρ αὐτοῦ καὶ ἐσπλαγχνίσθη καὶ δραμὼν ἐπέπεσεν ἐπὶ τὸν τράχηλον αὐτοῦ καὶ κατεφίλησεν αὐτόν.
et surgens venit ad patrem suum cum autem adhuc longe esset vidit illum pater ipsius et misericordia motus est et adcurrens cecidit supra collum eius et osculatus est illum.
Wybrane słowo pochodzi od σπλάγχνον – splanchnon, oznaczającego: wnętrzności, narządy wewnętrzne – serce, płuca wątroba, jelita jako siedlisko uczuć, namiętności. Może być tłumaczone jako być poruszonym aż do wnętrzności. Litość Boga nie ma znamion poklepywania po ramieniu i w sumie pocieszania siebie samego. Jest raczej jak wewnętrzny ogień, jak napierający strumień, jak poryw wiatru, z których rodzi się ostatecznie pocałunek miłosierdzia. Ubiera nędzę, karmi głód, podnosi z błota. Umie też się cieszyć i bawić. A wszystko to z jednego spojrzenia. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się na nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza (Mk 6,34).
