Dzieła Boże nie mają braku, są kompletne. Mają swoją warstwę widzialną i wewnętrzny sens, cel. Tak jest ze wszystkim, co nas otacza, począwszy od kropli wody, aż po samego człowieka. To “wnętrze” nadaje pełną wartość postrzeganych rzeczy. Odsłania prawdziwe znaczenie w hierarchii wartości.
Bóg obdarzył nas intelektem, (łac. intelectus – intus legere tzn. wewnątrz czytać), aby odkrywać te Boskie skarby: piękno, dobro, błogosławieństwo itd. Dlatego dziś Pan Jezus napomina: “O nierozumni…”! Inaczej mówiąc, “używajcie myślenia”, gdy patrzycie na świat, na ludzi, na siebie. Wszystko ma swoje “wewnątrz”.
Mężowie Niniwy powstaną na sądzie nad pokoleniem tym i osądzą je, gdyż nawrócili się w nawoływaniu Jonasza, a oto większe od Jonasza tutaj. (Łk 11,32)
Jonasz miał swoje problemy z przyjęciem misji proroka, a jednak stał się ostatecznie znakiem. Poszedł do Niniwy nie z własnym pomysłem, nie z wymyśloną przez siebie strategią duszpasterską. Nie miał programu “misji parafialnych” i kolejnych kursów “Alfa”. Miał “tylko” Słowo Boga wzywające do nawrócenia. Ono przemienia ludzkie serca. Trzy dni budziło Niniwitów do nowego życia.
Tu i teraz jest większy od Jonasza. W tych ostatecznych czasach Bóg przemówił do nas przez Syna. (zob. Hbr 1, 1-2)
Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca. (Ps 90,12)
Mądrość (חָכְמָה ḥoḵmāh) od rdzenia hkm, jest w języku hebrajskim najbardziej charakterystycznym terminem na określenie mądrości (po grecku σοφία – sophia). Podstawowe znaczenie tego słowa odnosi się do umiejętności, na przykład technicznych, rękodzielniczych (Wj 28,3; Jr 10,9), albo też jakiejkolwiek innej aktywności wykonywanej ze szczególną sprawnością. W polityce może oznaczać ono szczególnie uzdolnionego zarządcę (2 Sam 20,22), króla umiejącego sprawować rządy, ale też osobę, która umiejętnie potrafi odnaleźć się w danej sytuacji.
Hokmâh biblijna oznacza też mądrość rozumianą jako zdolność kształtowania własnego życia, ponieważ w sensie biblijnym mądrość zawsze związana jest z życiem. Mędrcem jest więc ten, kto nauczył się żyć, umie się zachować jak należy: potrafi mówić i czynić dobrze, posiada duże doświadczenie życiowe i zinterioryzował wskazówki Tory (Prz 22,29; 24,32). Chodzi więc o całokształt wychowania człowieka, zarówno w aspekcie etycznym, jak i religijnym. Mędrcem jest więc na przykład człowiek, który boi się Pana (Prz 1,7; 9,9), to znaczy zawierza Mu i od Niego uzależnia swoje życie i działanie. Pierwszym mędrcem jest sam Pan Bóg i to On obdarza człowieka mądrością.
Słowo ḥoḵmāh pojawia się często z innymi wyrazami związanymi z mądrością: daʽat – poznanie; bînah – inteligencja; czy też mûsar – edukacja, formacja. Przeciwieństwem mędrca nie jest grzesznik, ale głupiec. Stąd grzesznik jest głupcem. Mądrość jest więc głębokim poznaniem rzeczywistości i umiejętnością rozeznania i dokonywania mądrych, słusznych wyborów.
W dzisiejszym Psalmie (Ps 90,12) z Liturgii Słowa psalmista prosi Pana, naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądrość serca (לְבַ֣ב חָכְמָֽה), dosłownie serce mądrości, natomiast w pierwszym Czytaniu autor wyznaje, że modlił się i dano mu zrozumienie, przyzywał i przyszedł mu z pomocą duch Mądrości-πνεῦμα σοφίας (Mdr 7,7), dlatego umiał on przyznać mądrości większą wartość, aniżeli władzy i bogactwu, w przeciwieństwie do ewangelicznego bogacza, który nie potrafił dokonać słusznego wyboru, ponieważ będąc zapatrzonym w swoje bogactwo, nie rozpoznał w przenikliwym spojrzeniu Jezusa bezcennej miłości Boga.
Lecz On rzekł: Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają. (Łk 11,28)
I dziś przyda się nam trochę szczęścia. O szczęściu przekonuje nasze narodzenie się, wyssane mleko z piersi naszej matki, otrzymana czułość i troska; albo też szczęście z tego, że raz się narodziliśmy i już nigdy nie umrzemy. Osobiście, a to wam dziś zdradzę, przeżywam szczęśliwe chwile o świcie, kiedy na moim tarasie, popijając kawę, czytam, zastanawiam się nad codzienną Ewangelią i dzielę się Słowem. Po prostu szczęśliwa przygoda od samego rana.
Jeśli zaś Ja w Belzebubie wyrzucam demony, synowie wasi w kim wyrzucają? Dlatego oni waszymi sędziami będą. (Łk 11,19)
To jedyna słuszna i skuteczna strategia wobec demonów — wyrzucać. Kiedy zjawia się w progu domu jak wąż, który próbuje się wśliznąć, trzeba, w Imię Jezusa Chrystusa, go wypędzić. Mocą Jego Imienia dokonuje się zwycięstwo. Uczeń Chrystusa nie czyni tego własną siłą, mądrością. Gdyby zaczął dyskutować z demonem, już jest na przegranej pozycji.
W Kościele są ustanawiani i posyłani władzą pasterską Chrystusa egzorcyści. Im powierzona jest posługa rozeznania i modlitwy nad człowiekiem nękanym, opętanym przez demony. Wspierajmy tych kapłanów naszą modlitwą i postem.
Medalik św.Benedykta
Mówię wam: Jeśli nawet nie wstanie i nie da mu, dlatego że jest jego przyjacielem, to wstanie z powodu jego natręctwa i da mu, ile potrzebuje. (Łk 11,8)
Bezwstydność zdecydowanie nabrała w naszej kulturze odcienia związanego z seksualnością. Jak jednak wskazuje dzisiejsza Ewangelia, może ono zostać użyte w charakterze określenia czegoś zaskakująco oburzającego. Człowiek, który przychodzi po chleb, jest kompletnie bezwstydny (ἀναίδεια) w swoim zachowaniu. Nie zważa na to, że jest już późna pora i nie godzi się nękać innych. Czasami możemy przełożyć szacunek, bądź Boską dostojność, ponad relację. Pan Jezus natomiast ukazuje, że należy być wobec Boga natarczywym i nie patrzeć na to, co wypada, a co nie. Doskonałe obrazuje to anegdota opowiedziana przez śp. ks. Piotra Pawlukiewicza: Pewna zakonnica, przyszła przed Najświętszy Sakrament i powiedziała do Jezusa: „Ty Żydzie, cały klasztor się ze mnie śmieje. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz, do rana sprawa ma być załatwiona!”. Bądź dziś bezwstydny/bezwstydna wobec Boga, inaczej usłyszysz: Gdzie jesteś? Niczym Adam w Raju.
A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, święć się Imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje. (Łk 11,2)
W starożytności imię nie było zwrotem konwencjonalnym, ale nadawało przeznaczenie każdego bytu będącego we wszechświecie. Ludzkie imię w mentalności starożytnych Bliskiego Wschodu oznacza po prostu samą osobę. Można powiedzieć, że nadawanie imion przedmiotom czy osobom dawało im istnienie — to, co ma imię, istnieje, to, co nie ma imienia — nie. Dlatego też Mojżesz prosi Boga o objawienie Swojego Imienia i otrzymuje odpowiedź (Wj 3,14). „Jestem, Który Jestem” wyraża najgłębszą istotę Boga i Jego relację do człowieka. Można powiedzieć, że Boże Imię mówi: „Jestem teraz, tutaj obecny”. Nie jest to Imię wyrażające wszechmoc, nie jest to imię Demiurga, który stworzył świat, nakręcił go, puścił i nie ingeruje w jego sprawy. To Imię zbliża mnie do Niego.
Tej była siostra zwana Marią, która usiadłszy przy stopach Pana, słuchała słowa Jego. (Łk 10,39)
Wybrane dziś jedno słowo w sumie jest utworzone z trzech: para – kata – hedzomai. Nie wnikając jednak w samą gramatykę, da się wyczuć, że chodzi o celowe i świadome zatrzymanie. Maria dokonuje wyboru. Nie siedzi przy nogach Pana ze zmęczenia, z braku innego miejsca, lecz z pragnienia bliskości i dobrego słuchania. Słowo Jezusa ją przenika, nasyca, daje udział w mocy i radości Ewangelii. Nikt jej tego nie zabierze. Nawet jeśli, to tylko na trzy dni.
Powiedział mu: Poprawnie rozsądziłeś, to czyń i żyć będziesz. (Łk 10,28)
Uczony w Prawie dobrze umiał czytać, a nawet odczytywać Słowo Boże. Umiał połączyć Księgi Powtórzonego Prawa z Księgą Kapłańską. Potrzebował jednak czegoś więcej: “To czyń”. I tu dopiero odsłania się “ortopraksja” – działanie zmotywowane Miłością i Miłosierdziem. Nie wystarczy sama “ortografia”, choć jest bardzo pomocna i cenna. Potrzeba do niej dolać oliwy i wina – łagodności i mądrości.
Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę. (Mk 10,6)
ἄρσεν καὶ θῆλυ ἐποίησεν αὐτοὺς ὁ θεός.
Mężczyzna – Kobieta (אִישׁ ʼîš – אִשָּׁה ʼiššāh), te dwa słowa, występujące w dzisiejszych czytaniach liturgicznych, tworzą w języku hebrajskim grę słów bazującą na podobnym brzmieniu, trudnym do odtworzenia przez tłumaczenia na języki współczesne. W łacińskim tłumaczeniu znajdujemy vir – virago, co ukazuje grę podobnego brzmienia tych słów.
W Rdz 2,23 słowa ʼîš i ʼiššāh są obydwa celowo użyte w odniesieniu do człowieka (ʼāḏām): Człowiek powiedział: ta dopiero jest kością z moich kości; ta zwać się będzie niewiastą, bo z mężczyzny została wzięta (Rdz 2,23). To ʼāḏāmczłowiek, a nie ʼîšmężczyzna, wypowiada te słowa. Dopiero kiedy człowiek staje twarzą w twarz z innym człowiekiem o innej od niego płci, uświadamia sobie nie tylko równość natury, ale też różnicę płci, a więc staje się świadomy własnej płci, czyli tego, że on jest mężczyzną. Tylko uznając inność drugiej osoby uświadamia sobie, kim on sam jest. Inaczej mówiąc, człowiek rozpoznaje w tej, którą Bóg do niego przyprowadził, aby nie był sam, osobę ludzką jak on i jednocześnie rozpoznaje wzajemną relację, która ich łączy. Warto zauważyć, że w tym opowiadaniu o stworzeniu człowieka nie używa się, jak w Rdz 1,27, terminów wskazujących tylko na różnicę płci: zkr i nqbh (mężczyzna i kobieta), ale ʼîš i ʼiššāh, które znaczą również mąż i żona. W ten sposób ustalona zostaje pozycja wzajemności tych dwóch osób. Dlatego to ʼîš opuszcza rodziców i łączy się ze swoją ʼiššāh tak ściśle, że stają się jednym ciałem.
Interesujące jest, że żadne ze zwierząt, jakie Bóg przyprowadził do człowieka, nie jest dla niego adekwatną pomocą, nie jest w stanie stanąć z nim twarzą w twarz, ani u jego boku, ale u jego stóp (Rdz 2,18; 1,26). Tylko ta, która została wzięta z jego boku, wytrzymuje próbę konfrontacji i może stanąć na powrót w tym miejscu, to znaczy jako partner u jego boku.
Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w Niebie. (Łk 10,20)
Chaire (χαιρε), raduj się, ciesz się — w taki sposób Gabriel pozdrowił Maryję. Są różne powody radości. Największą radością jest bycie razem z Bogiem. Jest tylko jeden warunek. Trzeba o tym pamiętać. Pomaga nam w tym świadomość faktu naszego istnienia w Bożych spisach jeszcze przed stworzeniem świata. Radość płynie z prawdy, że Bóg nie przestał interesować się człowiekiem tu, na ziemi. A wybiegając myślą do przodu, radość odnajdujemy w słowach: Raz się narodziliśmy i już nigdy nie umrzemy.
Potem Pan wyznaczył innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam zamierzał się udać. (Łk 10, 1)
Μετὰ δὲ ταῦτα ἀνέδειξεν ὁ κύριος καὶ ἑτέρους ἑβδομήκοντα δύο καὶ ἀπέστειλεν αὐτοὺς ἀνὰ δύο δύο πρὸ προσώπου αὐτοῦ εἰς πᾶσαν πόλιν καὶ τόπον οὗ ἤμελλεν αὐτὸς ἔρχεσθαι.
post haec autem designavit Dominus et alios septuaginta duos et misit illos binos ante faciem suam in omnem civitatem et locum quo erat ipse venturus.
Stając twarzą w twarz, siłą rzeczy spotykamy drugą osobę (doskonale tę rzeczywistość zbadał Emmanuel Levinas). Tylko w przypadku człowieka jesteśmy w stanie poznawać głębiej też samego siebie. Dzisiaj Pan Jezus posyła siedemdziesięciu dwóch, by szli πρὸ προσώπου αὐτοῦ (dosłownie: przed Jego obliczem). Zbawiciel posyła swoich uczniów po dwóch, co jest niesłychaną mądrością. Ludzie, którzy sami znają Oblicze Chrystusa, teraz, idąc w Jego Imię, muszą Go odnaleźć w sobie nawzajem. Dopiero wtedy będą mogli dobrze głosić Ewangelię.
I powiedział do niego: amen, amen, mówię wam, ujrzycie niebo otworzone i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego. J 1,51
Bardzo ciekawy jest ten fragment w porównaniu z miejscami Ewangelii u Mateusza i Łukasza, w których występuje dzisiejszy “główny bohater” – słówka anoigō. U wspomnianych synoptyków występuje m.in. w opisie chrztu Jezusa. Niebo się otwiera i Duch zstępuje (por. Mt 3, 16; Mk 1, 10; Łk 3, 21). U Jana Duch Święty zstępuje (por. J 1, 32), ale nie ma mowy o otwartym niebie, bo ono takim się stało (aneōgota – participium perfectum, definitywnie zakończona czynność) w Osobie Chrystusa. On jest Tym, który objawia Ojca (por. J 1, 18) i pragnie do Niego zabrać każdego wierzącego (por. J 3, 13-15).
Obróciwszy się zaś napomniał ich. (Łk 9,55)
στραφεὶς δὲ ἐπετίμησεν αὐτοῖς.
To krótkie zdanie ma dalekosiężne konsekwencje. Jezus odwraca się na chwilę w stronę Jakuba i Jana, gdyż już jest zwrócony ku Jeruzalem. Mówi do nich twarzą w twarz, aby widzieli Jego oczy, mimikę, a przez to Jego uczucia. Nie traktuje ich jako zbędny balast podróżny, lecz formuje ich serca do łagodności. Ten gest obrócenia wpisuje się w ogląd sposobu bycia Jezusa w relacjach. Nie unika trudnych sytuacji.
Napomnienie Jezusowe też jest wyrazem miłosierdzia.
Weszła zaś myśl w nich, kto byłby większy z nich. (Łk 9,46)
Różne są źródła myśli, ale zawsze dzieją się, “myślą się” wewnątrz nas. Biblia często lokuje je w sercu. Uczniowie zaczęli te myśli ujawniać, i okazało się, że kieruje nimi jakaś rywalizacja. Trochę jak dzieci w piaskownicy. Ambicje, kompleksy, brak pokory, czyli pycha, to właśnie one generują tę megalomanię. Jakoś trudniej przychodzą myśli o uniżeniu, o byciu najmniejszym.
Pan Jezus zna nasze myśli i całą prawdę o nas. W Nim wszyscy jesteśmy umiłowani i nie musimy się przepychać łokciami, aby zająć pierwsze miejsce, w pierwszym rzędzie. Dużo pokoju spływa w serce, gdy pozostaję zdumiony w Adoracji przed Panem, stworzenie przed Stworzycielem, w ciszy i ufności.
Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha! (Lb 11,29)
Duch (רוּחַ rûaḥ) – jest rzeczownikiem odczasownikowym, oznaczającym czynność „dmuchania” czy też „tchnienia” wiatru. W konsekwencji może znaczać podmuch lub oddech, jako oznakę życia i siły życia: ktoś może oddychać, może też odetchnąć, to znaczy doznać ulgi. W Starym i Nowym Testamencie jest to ważny termin pod kątem teologicznym, który w różnych tekstach i epokach jest używany w różny sposób. Ducha nie można dotknąć, można „usłyszeć Jego głos” lub „odczuć Jego obecność”, ale nie wiadomo „skąd przychodzi i dokąd idzie” (J 3,8). Zawsze działa poprzez jakąś osobę, biorąc ją w posiadanie i przemieniając ją. Rûaḥ może być także wyrazem świadomości człowieka, która czasami zostaje opanowana przez siłę zewnętrzną. W Starym Testamencie Duch Boży nie jest jeszcze objawiony jako osoba, ale jako siła Boga, która zdolna jest przemienić osobę i uzdolnić ją do czynienia rzeczy niezwykłych. Celem Jego działania jest utwierdzenie ludu izraelskiego w jego powołaniu, aby mógł stawać się sługą i partnerem w relacji z Bogiem.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Liczb 11,25 mówi się o tym, że Pan wziął z ducha, który był w Mojżeszu, i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, wpadli w uniesienie prorockie. W ten sposób są oni uzdolnieni do świadczenia o potędze Boga, a w mocy, która pozwala im mówić w Imię prawdziwego Boga, objawia się Duch Jahwe.
Jezus z Nazaretu nie tylko poczyna się w łonie Maryi mocą Ducha Świętego, ale podczas chrztu w Jordanie objawia się spoczywający na Nim Duch Święty. Jednak Pan Jezus nie tylko objawia istnienie Ojca i Ducha, ale też dzieli się ze swoimi uczniami Jego mocą, uzdalniającą ich do wyrzucania złych duchów, zniewalających człowieka. Taką mocą mogą być obdarowane także osoby spoza ścisłego kręgu uczniów Jezusa, ale jak mówi dzisiejsza Ewangelia według św. Marka, i oni wyrzucają złe duchy nie dzięki własnym, choćby nadzwyczajnym, zdolnościom, ale w Imię Jezusa, Jego mocą i mocą Ducha otrzymanego jako dar. Działanie w Imię Jezusa mówi o naszej relacji do Niego, ponieważ ujawnia Jego moc i moc Ducha, którym On nas obdarowuje. Oby cały Kościół prorokował, oby mu dał Pan swego ducha…!
Weźcie wy sobie dobrze do serca (do uszu waszych) te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. (Łk 9,44)
Pan Jezus wie, że będzie przekazany, dostarczony, wydany w ręce ludzi, czyli poddany cierpieniu, męce i zabiciu. Wydanie w ręce ludzi oznacza cierpienie i śmierć. Jak straszne są ludzkie ręce. A jednak Jezus godzi się na to wydanie, aby tym sposobem dostać się się do serca człowieka. Człowieka szanuje Bóg, troszczy się o niego przyroda, tylko człowiek jest wrogiem samego siebie, bo czym można wytłumaczyć ten złowieszczy atak na “najpiękniejszego z synów ludzkich”? Ta rzeczywistość trwa ciągle. Uświadamiają to znane nam słowa: “Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje, które za was będzie wydane”. Swoim wydaniem się w nasze rece, Jezus śpieszy nam na ratunek.
I stało się, gdy był modlił się On na osobności i byli z Nim uczniowie, że zapytał ich mówiąc: Co o Mnie mówią tłumy, że Kim jestem? (Łk 9,18)
św. Łukasz bardzo często zaprasza nas do modlitwy z Panem Jezusem. Da się też zauważyć, że uczniowie są coraz bliżej źródła modlitwy. Ich powołanie wyrasta na gruncie nocnej modlitwy Pana, która zapewne nie była jednorazowym wydarzeniem. Dziś są razem na osobności. Pan wprowadza ich w bliskość z Ojcem. Ta osobność nie ma znamion izolacji, wyobcowania. Wręcz przeciwnie, jest smakowaniem i celebrowaniem życiodajnej bliskości. Uruchamia całą gamę przeżyć, rezonuje z ukrytymi zwykle pragnieniami serca.
Przymiotnik μόνος tłumaczy się jako “sam, samotny, jedyny” i pochodzi prawdopodobnie od czasownika “trwać, pozostawać, mieszkać”.
Dziś znajdę czas na bycie z Panem κατὰ μόνας, aby nie być sam.
Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkim, co się działo, i niepokoił się, bo niektórzy mówili, że Jan powstał z martwych. (Łk 9,7)
Dzisiejsza Ewangelia może zaskakiwać różnorodnością tłumaczeń. Czwarte wydanie Biblii Tysiąclecia od razu sugeruje o wydarzeniach, o których pisze św. Łukasz (posłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Chrystusa). Natomiast tekst oryginalny zostawia prosty komunikat, że: Herod usłyszał o wszystkim, co się działo. Słowo γίνομαι już zawiera w sobie działanie jakiejś nowości, ponieważ sugeruje zmianę kondycji, stanu lub miejsca. Można powiedzieć, że na Herodzie spełniają się słowa proroka Izajasza: tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego (Iz 52,15). Z tą jednak różnicą, że Herod nie pojął, o Kim słyszał wielkie rzeczy. Działanie Boga jest na tyle niezwykłe, że zawsze odbywa się na wielu płaszczyznach. Można by rzec, że niejednokrotnie podskórnie czujemy, iż dokonuje się coś niecodziennego. Dobrze jest nam dziś wspomnieć te momenty, w których Boska interwencja nie pozostawiała złudzeń. Te chwile mogą być przydatne, gdy pojawi się przygnębienie, bądź zwątpienie.
źródło: pixabay.com
Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. (Łk 9,1)
Jezus kolejny raz zwołuje swoich apostołów i oddziela ich od reszty uczniów. Oni idą z mocą (δύναμις) i autorytetem (ἐξουσία) Nauczyciela. Najważniejsze jest to, żeby byli blisko Niego. Zwołani skupiają się na Chrystusie. Zanim pójdą z misją, są wyposażeni we wszystko, co jest potrzebne. Wszędzie, gdzie są posłani mają tę samą moc i autorytet, co Nauczyciel (por. Łk 4, 14).