Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę — schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go. (Oz 11,4)
בְּחַבְלֵ֨י אָדָ֤ם אֶמְשְׁכֵם֙ בַּעֲבֹתֹ֣ות אַהֲבָ֔ה וָאֶהְיֶ֥ה לָהֶ֛ם כִּמְרִ֥ימֵי עֹ֖ל עַ֣ל לְחֵיהֶ֑ם וְאַ֥ט אֵלָ֖יו אוֹכִֽיל׃
In funiculis humanitatis trahebam eos, in vinculis caritatis; et fui eis, quasi qui elevant infantem ad maxillas suas, et declinavi ad eum, ut vesceretur.
ἐν διαφθορᾷ ἀνθρώπων ἐξέτεινα αὐτοὺς ἐν δεσμοῖς ἀγαπήσεώς μου καὶ ἔσομαι αὐτοῖς ὡς ῥαπίζων ἄνθρωπος ἐπὶ τὰς σιαγόνας αὐτοῦ· καὶ ἐπιβλέψομαι πρὸς αὐτόν, δυνήσομαι αὐτῷ.
Czytając Księgą Ozeasza, łatwo można odkryć, że jego teksty niosą obraz Boga z szeroką gamą uczuć. Rozpiętość reakcji Stwórcy i Pana rozciąga się od czułości matki po zapalczywy gniew. On pragnie więzi i bliskość z nami, dlatego posługuje się językiem ludzkiej miłości. Więzy miłości są najbardziej trwałe.
Wybrany rzeczownik pochodzi od czasownika עָבַת [‘âḇaṯ] – zwijać, splatać razem. Bóg związuje się z nami tak daleko i konsekwentnie, że przyjął ludzką naturę. Jego Boskie Serce jest też ludzkie. Bije w rytmie miłości. Jest zranione, a jednak ciągle daje życie i pociąga ku sobie więzami miłości.
