respondens Simon Petrus dixit tu es Christus Filius Dei vivi.
Księga Mądrości nazywa Boga “Miłośnikiem życia” (Mdr 11,26). Od Niego pochodzi wszelkie życie. Tym imieniem przedstawia siebie Pan w Apokalipsie św. Jana: “Byłem umarły, a oto jestem Żyjący.” (Ap 1,18) Życie w różnych odsłonach jest fascynujące, przez sam fakt istnienia. Bóg pełen życia jest jak tętniące źródło, w którym jest początek i trwanie każdego i każdej z nas. Niech Cię błogosławi Źródło, Syn i Duch.
I natychmiast wszystek tłum zobaczywszy Go popadł w podziw i przychodząc, pozdrawiali Go. (Mk 9,15)
O takim zdumieniu, podziwie pisał jedynie św. Marek. Czterokrotnie to słowo pojawia się tylko w jego Ewangelii. Może oznaczać silne przeżycie z elementem lęku, trwogi. Tak właśnie opisuje pierwsze doświadczenie Pana Jezusa, gdy zaczyna się modlić w Ogrójcu.
Widok Jezusa przemienionego na Taborze wywołuje lęk w obecnych tam apostołach. Jest to reakcja nie na egzystencjalne zagrożenie, lecz na objawienie mocy i światła Bożego. Podobnie też wybrzmiewa reakcja tłumu. Są pełni podziwu ale i też bojaźni. Tak jakby część tego światła została jeszcze w ludzkim obliczu Jezusa. Przychodzi na myśl oblicze Mojżesza po rozmowie z Panem, gdy jaśniało tak, że zakrywał je przed ludem, ogarniętym bojaźnią i podziwem.
Podziw i bojaźń wobec Pana niech dziś przerodzi się w radosny akt uwielbienia, adoracji, gdy stanę przed Nim, gdy przeniknie mnie Jego Ciało i Krew.
Dziś Bóg oddaje wroga twojego w twoje ręce… 1 Sm 26,8
Nieprzyjaciel, wróg (אוֹיֵב ʼôjēḇ) w języku hebrajskim jest imiesłowem czasownika ʼjb, który znaczy zachowywać się wrogo. Wrogiem w Starym Testamencie może być osoba indywidualna lub cały naród, kiedy napada na inny naród. Wróg często opisany jest w Biblii przez jego działanie wyrażone czasownikami: uciskać, sprzeciwiać się, gnębić, ciemiężyć, prześladować, oszukiwać czy zwodzić. Niektóre teksty, zwłaszcza Psalmy i Lamentacje, podkreślają dumne lub pogardliwe zachowanie nieprzyjaciół, którzy się wynoszą, chwalą, wyśmiewają bezczelnie czy zgrzytają zębami. YHWH uwalnia Izraela od jego nieprzyjaciół. Kiedy Bóg powstaje, Jego nieprzyjaciele rozpraszają się i pierzchną przed Jego obliczem (Ps 68,2). Traktowaniu nieprzyjaciół Tora poświęca specjalny nakaz: „Jeśli spotkasz wołu twego wroga albo jego osła błąkającego się, odprowadź je do niego. Jeśli ujrzysz, że osioł twego wroga upadł pod swoim ciężarem, nie ominiesz, ale razem z nim przyjdziesz mu z pomocą” (Wj 23,4-5).
Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje nam konkretny przykład z życia Dawida (1 Sm 26), którego nieszczęście polegało na tym, że Saul, jego król, któremu on wiernie służył, zaczął zazdrościć Dawidowi sukcesów, przez zawiść szukał okazji, żeby zabić Dawida. Stąd musiał on uciekać przed Saulem i ukrywać, tułając się po pustyni. W końcu nadszedł moment, że role się odwróciły i to życie Saula znalazło się w rękach Dawida. Co zrobi? Zemści się? Zabije Saula uwalniając się tym samym od prześladowania? Dawid oszczędza Saula ze względu na Pana. Rozeznanie i wybór Dawida nie dotyczy tylko jego relacji z Saulem, ale relacji pomiędzy nim i Bogiem: „Niech mnie Pan broni na podniesienie ręki na Pomazańca Pańskiego” (w. 11).
Kiedy Jezus w Ewangelii daje nam, chrześcijanom, nakaz miłości nieprzyjaciół, mówi o konkretnych działaniach, które są przeciwieństwem zemsty i oddawania „pięknym za nadobne”: „Traktujcie innych tak, jak sami chcielibyście być traktowani” (w. 31). Co więcej, miarą naszego postępowania, według Jezusa, ma być nie tylko to, jak chcielibyśmy być traktowani przez innych, ale jak jesteśmy traktowani przez Boga. W naszych ludzkich porachunkach możemy wybrać pomiędzy byciem „synami” naszych nieprzyjaciół, postępując jak oni albo „synami Najwyższego”, jeśli postąpimy jak On.
Po sześciu zaś dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana, i tylko ich samych wprowadził na wysoką górę, na osobności. Tam został wobec nich przemieniony. (Mk 9,2)
W szkole, na lekcji biologii, dowiedzieliśmy się, że metamorfoza w świecie zwierząt jest to proces w rozwoju postembrionalnym, podczas którego zwierzę przechodzi przez jedno lub kilka stadiów młodocianych, zanim przeobrazi się w ostateczną, zdolną do reprodukcji postać dorosłą.
Na lekcji o literaturze mogliśmy usłyszeć o Ovidiuszu i jego największym dziele: “Metamorfozy”, w którym opowiada lub wspomina 250 rzymskich i greckich mitów zawierających motyw przemiany.
Wiele gabinetów kosmetycznych, klubów fitness, nosi nazwę “metamorfoza” lub oferuje usługę przemiany np. w piękną królewnę czy w przystojniaka z żurnalu.
Metamorfoza jest więc zmianą postaci, wyglądu lub charakteru, spowodowaną określonym czynnikiem.
Jezus na górze Tabor również został przemieniony. Tej przemiany dokonał Bóg Ojciec. Ale mówimy też, że Jezus się przemienił. Tak. Przecież nie dzieje się nic z nami bez nas.
Najgłębsze i najbardziej owocne motywacje związane są z miłością ofiarną. Można podejmować działania, angażować się z powodu szukania siebie lub z powodu daru z siebie dla kogoś. Nasze zaangażowanie w relację z Panem Jezusem jest tak naprawdę odpowiedzią na Jego dar. On przyszedł na świat z powodu miłości Ojca i miłości do Ojca, i do nas. Stracił życie z powodu mnie i mojego życia, dlatego Bóg wywyższył Go. Nikt Mu nie odbiera życia, On sam je oddaje. Dlatego ten akt ma swoje konsekwencje na wieczność. Jest aktem Jego Boskiego Serca. To, co boskie, jest wieczne.
Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.
Świętemu Piotrowi w dzisiejszej Ewangelii nieźle się oberwało. Możemy być wręcz zszokowani, że Pan Jezus używa aż tak ostrych słów wobec pierwszego papieża. Warto nadmienić, że hebrajskie שָׂטָן oznacza nie tylko diabła, ale także przeszkodę jako taką. Paradoksalnie Piotr słyszy coś, co jest mu znane, ponieważ w podobny sposób, zwracając się ὀπίσω μου, Jezus… powołał pierwszych apostołów: καὶ εἶπεν αὐτοῖς ὁ Ἰησοῦς· Δεῦτε ὀπίσω μου, καὶ ποιήσω ὑμᾶς γενέσθαι ἁλιεῖς ἀνθρώπων.(Mk 1, 17). Chrystus pilnuje by wszystko było na swoim miejscu, a dopiero idąc za Nim, jesteśmy w stanie zgodzić się na rzeczywistość, bo wtedy widać dokładnie jej sens. Dzisiaj także wspólnoty pallotyńskie przeżywają wspomnienie bł. Elżbiety Sanny, świeckiej współpracownicy św. Wincentego. Dzięki świętej współpracy, Dzieło, które zainspirował Duch Święty, mogło się dokonać w sposób dynamiczny. Niech bł. Elżbieta wymadla dla nas otwartość w współdziałaniu świeckich i duchownych.
pixabay.com
Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał [on] zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. Mk 8, 25
Uzdrowienie niewidomego znajduje się w dłuższej sekcji fragmentów wokół chleba i wiary. Od momentu pierwszego rozmnożenia chleba (Mk 6, 35-44), poprzez cudowne władanie nad naturą, faryzeusze i lud słuchają nauki o prawdziwej nieczystości, potem duch nieczysty jest wyrzucony z córki Greczynki (7, 24-30); głuchoniemy jest uwolniony, żeby odpowiedzieć z wiarą; drugie rozmnożenie chleba i znowu oślepienie i głuchota faryzeuszów i (o, zgrozo) uczniów na znak chleba (8, 10-21). I wreszcie dzisiejszy fragment, gdzie Chrystus po raz kolejny cierpliwie uzdrawia mnie z mojej ślepoty na znaki przez Niego dokonywane. Dokonuje się to etapami. Jest niesamowicie cierpliwy w formowaniu mnie jako swojego ucznia, w ogóle Bóg jest taki w całej historii zbawienia.
Pixabay.com
Uzdrawiajcie tych w nim [mieście] chorych i mówcie im: Zbliżyło się do was Królestwo Boga. (Łk 10,9)
et curate infirmos qui in illa sunt et dicite illis adpropinquavit in vos regnum Dei.
Św. Łukasz użył czasu przeszłego dokonanego (perfectum), co oznacza zaistniały fakt. Tak się stało i trwa nadal. Bliskość Boga była już ogłoszona w imieniu Emmanuel. Teraz tę obecność i bliskość aktualizują posłani po dwóch. Jakkolwiek teologia dogmatyczna mówi o transcendencji Boga, o tyle teologia mistyczna podpowiada, że jest On bliski jak Ojciec, Przyjaciel, Oblubieniec, Baranek. Nie czyni zimnego i formalnego dystansu zza biurka lub piedestału. Zasiada razem do stołu z celnikami i grzesznikami.
pexels.com
Błogosławiony, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. (Jr 17,7)
Błogosławiony (בָּרוּךְ bārûḵ) – w języku hebrajskim jest to imiesłów bierny, pochodzący od rdzenia brk, który znaczy błogosławić, sławić, wychwalać. Stąd też rzeczownik בְּרָכָה berāḵā – błogosławieństwo. Błogosławiony (bārûḵ) jest przeciwieństwem słowa אָרוּר ʼārûr, które znaczy przeklęty.
Obydwa te terminy występują w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Jr 17. Według Jeremiasza powodem, dla którego ktoś jest przeklęty lub błogosławiony jest to, w czym pokłada on swoją nadzieję: przeklętym jest ten, kto pokłada nadzieję w tym, co ludzkie, błogosławionym zaś ten, kto pokłada nadzieję w YHWH. Obrazy, jakimi posługuje się prorok, są bardzo wymowne: to, co ludzkie, jest jak dziki krzew, nieurodzaj, wyschła pustynia. Kto ma nadzieję w YHWH: jest on jak drzewo posadzone nad strumieniem, ma stały dostęp do życiodajnej wody. Ten, nie tylko zawsze tryska życiem, ale doczeka się owoców nawet w czas posuchy i niesprzyjających okoliczności, bo czerpie z Boga, który jest źródłem życia.
Cytowany w Liturgii Psalm 1 należy do tradycji mądrościowej i zaczyna się od słów: „Błogosławiony człowiek…”. On również odwołuje się do symboliki „drzewa zasadzonego nad wodą”, zapraszając czytelnika do umiejętnego dokonywania wyborów, rozeznawania dróg, gdyż nie wszystkie drogi prowadzą do „źródła”, jakimi jest Słowo Boże. Ono zawsze przynosi owoc (por. Iz 55,10-11).
Należy jednak zauważyć, że kiedy czytamy te teksty w tłumaczeniu na język polski, słowo „błogosławiony” w obydwu przypadkach brzmi tak samo. W języku hebrajskim natomiast są to dwa różne słowa. U Jeremiasza, jak widzieliśmy powyżej, występuje termin בָּרוּךְ bārûḵ, zaś w Psalmie autor używa słowa אַשְֽׁרֵי ʼašerê. Jest to rzeczownik, który pochodzi od zupełnie innego rdzenia (ʼšrj) i może znaczyć iść prosto, prowadzić albo nazywać szczęśliwym.
Bez wchodzenia w zawiłości języka hebrajskiego, możemy zauważyć, że formuła błogosławieństwa בָּרוּךְ bārûḵ jest bardzo stara w Izraelu, czego nie można powiedzieć o zwrocie אַשְֽׁרֵי ʼašerê, który występuje w tekstach młodszych, najczęściej w Psalmach. Stąd uczeni łączą ten zwrot z liturgią czasu drugiej świątyni, uważając go za aklamację liturgiczną, wyrażającą poszukiwanie szczęścia przez wierzącego. Greckie tłumaczenie hebrajskiego ʼašerê to μακάριοςi to właśnie tego słowa używa Jezus w Ewangelii: „Szczęśliwi jesteście, ubodzy, bo wasze jest Królestwo Boże”. Przy czym prawdziwy ubogi w Biblii to ten, kto całą nadzieję złożył w YHWH.
Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. (Mk 8,2)
Zjeść. Tłum ludzi zgromadzony wokół Jezusa nie był zwykłym zbiegowiskiem. Byli to Jego goście, którzy przyszli do Niego. Dlatego zostali należycie podjęci.
Pomyślałem dzisiaj o gościnności Jezusa, której nauczył się w domu rodzinnym. Zapewne widział niejednokrotnie Swoją Matkę, jak niemal z niczego potrafiła przygotować smaczne danie. Postanowił też i On nakarmić, tak jak robiła to Jego Matka, Maryja, tych których wcześniej uraczył Swoim słowem. Przy tym skorzystał z niewyczerpalnych, niebiańskich zasobów Swego Ojca, które są właśnie przeznaczone dla potrzeb gościnności.
Później jeszcze zobaczymy Jezusa, jak rozdaje Siebie Samego ludziom zgłodniałym dobroci Bożej.
Morałem niech będzie pytanie: Komu się mej gościnności dostanie?
I natychmiast zostały otwarte jego uszy i został rozwiązany węzeł języka jego, i mówił poprawnie. (Mk 7,35)
Uzdrowienie tego człowieka z krainy Dekapolu wpisuje się w cuda Jezusa w krainach pogańskich. Tam znalazł wiarę Syrofenicjanki, tam uwolnił opętanego przez legion. Dziś otwiera człowieka najpierw na słuchanie. Taki jest naturalny porządek nauki mowy. Najpierw słuchanie, potem mowa. Najpierw otwiera uszy, by mógł usłyszeć pierwsze słowo “Otwórz się”. Dopełnieniem uzdrowienia jest rozwiązanie węzła, który nie pozwalał mówić, komunikować. Jezus wydobywa tego człowieka z wewnętrznego więzienia. Jak wielu obok nas chodzi z wewnętrznym więzieniem, zamknięci przez obelgę, potwarz, kłamstwo, przekleństwo. Zanieśmy im Słowo, czyli Jezusa. Niech Ewangelia otwiera ich uszy, rozwiązuje ich języki, abyśmy razem mogli głosić Chwałę Boga.
Kobieta ta była poganką, Syrofenicjanką z pochodzenia. Prosiła Go, aby wyrzucił demona z jej córki
Święty Marek jest autorem Ewangelii skierowanej do pogan. Nie dziwi więc tak mocne podkreślenie, że Bóg działa także poza Narodem Bożego Wybrania. Dzisiaj daje nam w swym tekście istną kumulację. Kobieta, która przychodzi do Jezusa jest Greczynką i Syrofenicjanką. Równie dobrze Jezus mógłby rozmawiać z Bałtem, którego rodzina pochodzi z Bałkanów, a korzenie sięgają Szkocji. Mimo, że Chrystus wydaje się być dość nieprzyjemny w kontakcie, to jednak ta perykopa ukazuje nam, że Bóg nie jest pogańskim bóstwem. Niczego nie załatwia za nas, jakby miał spełniać życzenia, ale współpracuje z człowiekiem i ukazuje prawdę o nas samych.
Głupota to przede wszystkim brak bojaźni Bożej i przekonywanie samego siebie, że Boga nie ma (por. Ps 14, 1. 53, 2; Syr 1, 14). To postępowanie wbrew zamysłowi Bożemu, być głupim to decyzja. Głupota to krótkowzroczność bez Boga (por. Łk 12, 20). Głupota to pozostawanie przyziemnym cwaniakiem (por. 1 Kor 3, 18-21).
Pixabay.com
Odpuściliście przykazanie Boga, a trzymacie tradycję ludzi. (Mk 7,8)
Ile trzeba mieć siły i determinacji, by kurczowo trzymać swoich racji, tradycji, poglądów, przekonań, a jednocześnie negować światło Bożej mądrości. Lecz ta siła płynie z lęku, z obawy utraty stanowiska. Napędem jest poczucie winy, zjawisko opresji religii naturalnej, która kieruje się nie miłością do Boga lecz interesem do bóstwa. Dlatego tak trudno niektórym “uczonym” wypuścić z rąk “bezpieczne” przepisy, nakazy, zwyczaje. Krytykują wszystkich, narzekają i brzęczą oni jak kubki i dzbanki w pomywalni. Są puści, bo trudno im wy(puścić) z rąk swoje zabezpieczenia na rzecz samozbawienia.
A Bóg pragnie bliskiego serca a nie szemrzących warg.
Zdjęcie autorstwa Andrew Neel z Pexels
I przeprawiwszy się do ziemi weszli do (krainy) Genezaret, przycumowali. (Mk 6,53)
Tym razem droga Jezusa wiodła przez jezioro. Płynęli od jednego brzegu do drugiego. Celem tej podróży jest objawienie dobroci Boga wobec wielu mających różne słabości i choroby. Jezus zatrzymuje się w tej krainie na dłużej. Zarzuca kotwicę pośród morza ludzkich potrzeb, braków. Wcześniej nauczał w wielu słowach, karmił obficie chlebem. Teraz uzdrawia. Dziś przybywa na mój brzeg, w moją codzienność. Mogę Go dotknąć w Słowie, w Eucharystii. Łaska uzdrowienia płynie w realności spotkania z Nim.
Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. (Iz 6,7)
Grzech (חַטָּאת ḥaṭṭ’āṯ) – podstawowe znaczenie rdzenia ḥṭ’ to chybić celu, stąd też czasownik pochodzący od niego znaczy zabłądzić, nie osiągnąć, odczuwać brak, zgrzeszyć, zawinić. Rzeczownik ḥaṭṭ’āṯ znaczy zarówno przewinienie, grzech jak i ofiara za grzech, ekspiacja, podobnie jak czasownik w formie piel, który znaczy także pokryć straty, oczyścić, uwolnić od grzechu. Według koncepcji hebrajskiej grzech jest ciężarem, który stanowi śmiertelne zagrożenie dla życia człowieka, zwłaszcza w kontakcie z YHWH, który natomiast jest Święty (קָדוֹשׁ qādôš). Świętość Boga posiada dwa różne aspekty, jeden związany jest z Jego całkowitą transcendencję, drugi zaś dotyczy Jego absolutnej prawości (zob. Iz 5,16: Bóg Święty przez sprawiedliwość okaże swą świętość).
Dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi Izajasza (Iz 6,1-8), opisuje powołanie proroka, związane z doświadczeniem spotkania z YHWH. Stając w Jego obecności Izajasz odczuwa śmiertelny lęk: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! (Iz 6,5). Oczyszczenie ust Izajasza jest darem, który uzdrawia go z lęku i uzdatnia do trwania w obliczu Boga, do słuchania Jego głosu i do przyjęcia misji.
Jak zauważyliśmy, akcja opowiadania o powołaniu Izajasz toczy się w świątyni. W tych okolicznościach kontemplacji Boga, doświadczenie Jego obecności wydaje się całkowicie normalne i uzasadnione. W opowiadaniu o powołaniu Apostołów (Łk 5) doświadczenie działania Boga, natomiast, nie jest związane z miejscem sakralnym. Wręcz przeciwnie, Piotr, Jakub i Jan zajmują się ich codzienną pracą, czyszczeniem sieci po nieudanym połowie, w miejscu totalnego profanum, jakim jest morze (w mentalności ówczesnego Izraela siedziba zła). To właśnie miejsce stało się miejscem doświadczenia obecności Boga, a cudowny połów znakiem Jego działania. Piotr podobnie jak Izajasz odczuwa swoją grzeszność wobec Jezusa, którego nie nazywa już Mistrzem, ale Panem (κύριοςkyrios, co w LXX jest greckim tłumaczeniem YHWH), uznając w Nim Boga: odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym (Łk 5,8-9).
Zdumienie i przerażenie rybaków ustępują gotowości pójścia za Jezusem, dzięki mocy Jego słowa: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił! Jak ryby z morza, będziesz wyciągał z odmętów zła podobnych tobie zagubionych grzeszników, którzy w życiu „spudłowali”, aby w ich doświadczeniu „cudownych połowów”, mogli dostrzec działanie Pana i odnaleźć prawdziwy cel.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach. (Mk 6,34)
* Dawno, dawno temu, nie było zdalnego nauczania, dystansu społecznego, pozwoleń na przemieszczanie się. Można było spotkać się w uroczym miejscu nad jeziorem, w oazie zieleni; wpatrując się w błękitną taflę wód słuchać mądrych, głębokich i ożywczych jak woda, słów pociechy płynących z ust Nauczyciela.
Wczoraj razem z przyjacielem zauważyliśmy, jakimi byliśmy wybrańcami mogąc chodzić do szkoły i uczyć się w klasycznym stylu.
Czas na puentę. Pierwszym gestem litości Jezusa, nad ludzką biedą, było podjęcie nauczania. Zatem moim podstawowym odruchem niech będzie codzienne słuchanie Nauczyciela i ciągłe wzrastanie w mądrości.
Inni zaś mówili, że Eliasz jest, inni zaś mówili, że prorok, jak jeden z proroków. (Mk 6,15)
Różne są rodzaje mowy. Jej wydźwięk i sens zależy od wewnętrznej relacji do prawdy. Wygłaszane opinie o Jezusie z jednej strony wyrastają na bazie lęku, jak w przypadku Heroda, inne na bazie porównań, dociekań. Jak jest naprawdę, co można powiedzieć o Jezusie, aby mowa nie była słowami na wiatr, aby odsłaniała światło Jego chwały? Potrzebna jest przejrzystość serca. Potrzebna jest wolność od uwikłania w życiowy bałagan, którego doświadczali i Herod, i Herodiada. Herod dał się zwodzić i nieopatrznie wypowiadał nierealne obietnice, z których w ambicji i lęku nie mógł się już wycofać.
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem. (Łk 2,36)
et erat Anna prophetissa filia Phanuhel de tribu Aser haec processerat in diebus multis et vixerat cum viro suo annis septem a virginitate sua.
Jak wierzyli Żydzi w czasach Jezusa – imię oznacza osobę, jej tożsamość, powołanie. Kiedy nadaje się czemuś, bądź komuś, imię (nazwę), to ta osoba/przedmiot “zaczynają istnieć” (tak jak człowiek ponazywał wszystko w raju; generalnie, jak podaje słownik teologii biblijnej, istnieje to, co ma nazwę). “Anna” (bądź “Hanna”, bo to przecież to samo imię) znaczy okazywać przychylność, być łaskawym. Słownik Stronga podaje, że rdzeń tego imienia (chanan) oznacza dosłownie pochylać się/schylać się w życzliwości do niższego. I z jednej strony może to oznaczać, że to Bóg pochyla się z życzliwością nad Anną, a z drugiej, że to Anna okazuje przychylność/łaskę.
I odszedł, i zaczął rozgłaszać w Dekapolu, ile uczynił mu Jezus, i wszyscy się dziwili. (Mk 5,20)
Egzystencja tego człowieka, którego imienia nie znamy, była ciągle w umieraniu, w śmierci, której wyrazem są groby i kamienie, lęk i niewola. Spotkanie z Jezusem, który świadomie do niego przybył, objawiło moc Syna Bożego. Rzeczywiście zaczął nowe życie, w wolności i mocy posłania, które otrzymał. Jego głoszenie docierało do mieszkańców krainy dziesięciu miast (δέκα deka – dziesięć, πόλις polis – miasto). Jego nowy początek stał się zaczynem dla wielu mieszkańców tamtego regionu, uważanego za pogański. Taki był początek nowej, misyjnej wspólnoty uczniów Jezusa.
Każde moje spotkanie z Jezusem jest początkiem, jak źródło bijące z ziemi, jak pierwszy promień wschodzącego słońca, jak pierwszy o poranku uśmiech ukochanej osoby. Zacznij, i zaczynaj, z Jezusem każdy dzień, każdą drogę, każde dzieło.